Gienia
           

Życiorys.

Wspomnienie o Gieni.

           
                 
 
   
 
   
                       
                   
 
Był oczątek okupacji niemieckiej w 1939 roku. Mój ojciec, po wielu wydarzeniach powrócił do południowej Polski, do Błażowej pod Rzeszowem i otworzył tam aptekę. Zanim moi rodzice wreszcie się spotkali był potrzebny pracownik do pomocy w prowadzeniu tej apteki. Chyba w 1940 roku ojciec wyszukał około trzydziestoletnią Gienię w wieloosobowej rodzinie mającą gospodarstwo typowo rolne znajdujące się w pobliży Błażowej.
   
Gienia
               
                       
   

To tam, Gienia mnie, wtedy sześcio-letniemu chłopcu pokazała krowy, kury, gęsi, kaczki , cielaki, świnie! Pokazano mi jak się robi masło, i z skąd się biorą jajka kurze, śmietana, masło. Brałem udział w żniwach i dowiedziałem się i zobaczyłem jak wyglądają żarna i jak robi się mąkę żytnią.

To był zupełnie inny świat jaki wtedy znałem. Wszystko to pokazywała mi Gienia.
Gienia była bardzo pojętną osobą. Pomagała w aptece, prowadziła praktycznie nasze gospodarstwo domowe. Stała się nieodłącznym członkiem rodziny do tego stopnia, że gdy nadeszła propozycja przeprowadzenia się do Lublina nie było wątpliwości, że razem z Gienią.

     

Gdy rodzice otrzymali aptekę w Bełżycach pod Lublinem, Gienia nie tylko, że prowadziła całe gospodarstwo domowe ale pomagała w tej aptece - wykonywała wszelkie prace pomocnicze nawet przy robieniu różnych maści, mikstur i tym podobnych medykamentów, które nie były dostępne w gotowej formie, trzeba było je wykonać ręcznie w aptece.


Później były dwa kolejne mieszkania w Lublinie : przy placu Unii Lubelskiej i później na przedmieściach Lublina (wtedy). Mieszkała zawsze z nami ale w kuchni. To dzisiaj wzbudza u mnie pewien smutek czy zażenowanie, ale innego wyjścia w tamtych czasach nie było. Pamiętam, że nigdy się na to nie skarżyła…
Kiedy moi rodzice dostali propozycję przeniesienia się do Łodzi i podjęcia pracy w Łódzkiej Akademii Medycznej nie było żadnej dyskusji na temat Gieni. Po prostu bez niej nikt z rodziny sobie nie wyobrażał dalszego życia! Była jak członek rodziny.


W Łodzi także musiała zamieszkać w przestronnej kuchni. Mieszkanie choć dość duże było niezbyt wygodne.


Znowu minęło kilka lat. Poszedłem na studia w Politechnice Łódzkiej i je ukończyłem. Rodzice dostali propozycję zorganizowania nowego kierunku studiów w Akademii Rolniczo-T technicznej w Olsztynie. Tam mieli dostać nowe mieszkanie, bardzo małe.

 

Kuchnia ledwo mieściła normalnie potrzebne w niej meble. Nie było możliwości aby Gienia tam w Olsztynie mogła się pomieścić. Ponadto zaczęła podupadać na zdrowiu, miała już ok 70 lat. Ponieważ ojciec płacił za nią tak zwane "ubezpieczenie społeczne", wystarał się dla niej rentę społeczną ( nie wiem, czy tak się to nazywało) i miejsce w domu pomocy społecznej.


Odwiedziłem ją tam później jeden raz przed wyjechaniem z Łodzi.

Do teraz mam w pamięci widoki z tego domu, były one smutne.

Póżniej straciłem z nią kontakt niestety z własnej woli.

====================
Dziś wspominam to wszystko z przykrością, z poczuciem winy, że nie doceniałem jej wtedy, nie okazałem jej żadnej wdzięczności - a przecież była ona bardzo oddana naszej rodzinie przez tak wiele lat.

Gienia to członek rodziny niedoceniany, a nieodzowny w codziennym życiu całej rodziny!

 
 
cd >>>
         
                       
 
 
Home Dzień dzisiejszy (fotografie) Książka Gości Poczta   Strona poprzednia Strona następna