Prace porząkowe wokół obiektu wykonywali pracownicy hotelu.

Starałem się uporządkować główny klomb przed hotelem

                                 
Novotel.
                               
     
Życiorys. Strona 55.
                                       
Budowa
1974/1975.
                                           
             

Skończyły się wakacje. Rozstałem się z uczelnią w Kortowie.

Podpisałem nowy angaż, który nie był jednak na zastępcę dyrektora do spraw technicznych.
Wytłumaczono mi, że takiego stanowiska nie przewiduje się. Tak czy owak, zostałem kierownikiem całego zaplecze hotelu.
Podlegało mi: zaopatrzenie hotelu we wszystko, co potrzebne było z zewnątrz, cała administracja wewnętrzna hotelu, oraz co dla mnie najważniejsze, wszystkie sprawy techniczne związane z eksploatacją całego przedsiębiorstwa.

                                           
             
Otrzymałem także znacznie wyższe uposażenie, co pozwoliło mi na zmianę samochodu.
             
Znalazłem niebawem kupca na dobrze już wysłużonego Forda Taunusa i kupiłem nowego Fiata 125, (na raty) , nawet mogłem wybrać kolor, biały wydawał mi się najładniejszy, taki, jaki miał i Taunus.
             
Moim zadaniem w czasie, gdy ekipa francuska prowadziła roboty wykończeniowe i instalowała wyposażenie, było dokładne śledzenie czy wszystko jest tak wykonywane jak w kontrakcie i czy nie ma jakiś "fuszerek" .
             
Kiedy odpowiedni specjaliści przysłani z centrali kompletowali przyszłą załogę hotelu, moją siostrę wysłano na szkolenie do jednego z Novoteli znajdującego się na terenie Francji. Przyznam się, że wielce tego jej zazdrościłem.
             
Tymczasem jednak byłem bardzo zajęty dokładnym śledzeniem każdej czynności francuskich montażystów hotelu. Rzeczywiście powiało
nowoczesnością, z którą nie miałem dotychczas do czynienia, jednak nie mogło to usypiać mojej czujności, bo przecież wiedziałem, że jeżeli coś nie będzie zrobione po naszej myśli lub z usterkami to ja później będę musiał się z tym borykać.
             
Właśnie specjalna ekipa z odrębnego francuskiego przedsiębiorstwa, tak zwani podwykonawcy, ukończyli instalowanie wspaniałych okien wykonanych z bardzo ciemnego drewna mahoniowego. Oglądałem z wielkim podziwem bardzo szczelne i doskonale dopasowane okna.
Podziwiałem jak lekko, i dokładnie się zamykają i jak pięknie wykończone są ramy...
             

A jednak, jak przyszedłem któregoś dnia rano do pracy, a było to po nocnej niewielkiej burzy i jak codziennie przeglądałem poszczególne pokoje sprawdzając, co nowego zamontowano zauważyłem na kilku kolejnych wewnętrznych parapetach odrobinki wody!

Skąd ta woda mogła się tam wziąć?

Zagadnąłem o to ( przez bardzo sympatycznego tłumacza, który był zatrudniony na stałe w czasie całej
budowy) kierownika budowy.


Kierownik spojrzał na mnie z politowaniem.

(Francuzi mieszkali w naszym miejskim hotelu z naszymi oknami oczywiście!)


- Po prostu były niedomknięte!-odparł jakby od niechcenia i odszedł.


Ja jednak byłem dociekliwy. Dokładnie zacząłem się przyglądać tym oknom.
Piękne były bez wątpienia, ale bez wątpienia także wewnątrz pokoju było nieco wody.

                                           
             

Powiedziałem do tłumacza: proszę przekazać kierownikowi, że zrobię próbę szczelności przy pomocy węża ogrodowego! - Co on na to?


Po paru minutach tłumacz przekazał mi, że kierownik będzie zadowolony jak sobie popsikam i odczepię się od tych okien!

Co się później działo to można porównać do trzęsienia ziemi !

Wszystkie, prawie 140 okien w budynku hotelowym nie można było uznać za szczelne!

Gdyby wzrokiem można było kogoś zabić to pewnie byłbym po 140 razy martwy!

Wszelkie zabiegi dla uszczelnienia okien nic nie dawały. Dopiero sprowadzona z Francji specjalna ekipa jakiś fachowców, pieczołowicie przerabiała poszczególne elementy okien przez następne trzy tygodnie.

             
Przez cały czas budowy i wyposażania hotelu, przylegające otoczenie przedstawiało krajobraz księżycowy. Staraliśmy się w miarę swoich możliwości coś niecoś uporządkować, co zdecydowanie nastąpiło jednak dopiero po uruchomieniu hotelu.
                           
   
   
                           
                           
             

Właśnie wtedy, gdy w jesieni padały deszcze, a teren otaczający był miękki jak ciasto, wizytę złożyła dyrekcja inwestora z Warszawy. Goście, jak przystało na ludzi ze stolicy w nieskazitelnych garniturach, a tu wszędzie niesamowite błoto.

Za naszą poradą pozdejmowali wybłyszczone buciki i włożyli budowlane " gumiaki" . Wydawało się, że są odpowiednio dostosowani do panujących warunków.

Wielce rozprawiając o budowie zaczęli obchód zewnętrzny budynku brnąc w błocie.

Szedłem z tyłu i nagle widzę jak jeden z dyrektorów tak zajęty rozmową, że nawet nie zauważył jak jego kalosze, mlasnąwszy, zagłębiły się tak głęboko w lepkim błocie, że nogi same mu wyszły z nich, a on nic nie czując postawił dwa następne kroki już bez nich, bezpośrednio w błocie!
-Dyrektorze, krzyknąłem, kalosze pan zostawił w błocie!
Ooo cholera !
-jęknął.
Wszyscy, zobaczywszy jak wyglądały jego skarpetki i dolna część nogawek od spodni, pokładali się ze śmiechu.
Skończyło się na tym, że spłukaliśmy mu te części wodą z węża i tak mokry odjechał do miejskiego hotelu suszyć się.

             
                           
             
Jeden z inżynierów francuskich miał samochód Renault, model " 16" , który w tym czasie był przedmiotem westchnień tych, co się motoryzacją pasjonowali.
Ten samochód musiał być zawsze bardzo czysty. Mył go przeważnie sam pan inżynier. Jednak pewnego dnia zlecił tę czynność jednemu z nowo zatrudnionych naszych pracowników, który miał być konserwatorem w hotelu. Nie zauważył był ów inżynier, że u nas dobry konserwator to podpity konserwator i dał mu kluczyki do swego wspaniałego samochodu, aby ten go umył na przy hotelowym parkingu. Po pewnym czasie inżynier sprawdził, że istotnie mycie ma się ku końcowi i wszystko jest jak zlecił.
                                                                                       
             
Minął jakiś czas a przed budowany hotel zajechał samochód milicyjny i funkcjonariusze porządku publicznego zaczęli wypytywać, czyj może być leżący za najbliższym zakrętem w pobliskim lesie Renault-16 na francuskich numerach rejestracyjnych!
             
Oczywiście był to samochód przed chwilą jeszcze myty! Obok kompletnie rozbitego samochodu, na trawie siedział, pijany nasz konserwator.
Okazało się, że po umyciu samochodu chciał sprawdzić ile ten samochód "wyciąga" i nie przewidział, że jezdnia, którą jechał, na pewno bardzo szybko, na razie prosta, ma w końcu zakręt, w który się " nie zmieścił" !
             
Polski prokurator umorzył sprawę przeciwko winowajcy z powództwa inżyniera francuskiego, ponieważ ten sam dał do ręki kluczyki od swojego samochodu pijanemu człowiekowi więc za niego odpowiadał.
Po takim werdykcie, wspomniany inżynier sam wymierzył "sprawiedliwość".
Po zjawieniu się winowajcy na terenie hotelu został on tak dotkliwie pobity przez Francuza, że padł na ziemię i tylko mojemu nadejściu i odciągnięciu krewkiego inżyniera zawdzięczał, że obeszło się bez szpitala.
             
         
                                                   
             
Chyba po sześciu tygodniach powróciła moja siostra ze szkolenia we Francji.
Wtedy dyrekcja warszawska zaczęła przebąkiwać, że to bardzo niedobrze się stało, że rodzeństwo (chodziło oczywiście o siostrę i o mnie) będzie rządziło hotelem.
Wtedy moja siostra postanowiła, że odejdzie, ponieważ ja jestem na stałe w Olsztynie i dodatkowo zaangażowałem się tu uczuciowo (Ela), a ona i tak będzie chciała wrócić do Warszawy, gdzie miała dostać mieszkanie.
Jednak jakiś czas jeszcze była i razem przygotowywaliśmy hotel do uruchomienia.
     
                                                   
             
Tymczasem córeczka siostry, Ewa, poszła już do przedszkola i tak się parę razy zdarzyło, że Ela odbierała ją stamtąd. Ewie tak się to spodobało, że powiedziała, że nie będzie chodziła do przedszkola
jak nie będzie ją odbierać Ela.
W ten oto sposób Ela, niepostrzeżenie wciągnięta została w orbitę naszej rodziny.
Ja zresztą codziennie po pracy zamiast do domu rodziców najpierw jechałem do mieszkania Eli.
     
                                                     
     
Otwarcie Novotelu
       
Nastał nowy dyrektor, a moja siostra odeszła z Novotelu.
         
       
Pod koniec lutego 1975 roku zakońzono budowę Novotelu. Z tej okazjii przyjechał sam I sekretarz PZPR, czyli najważniejsza wtedy osoba w Polsce, Edward Gierek. To właśnie w latach siedemdziesiątych on zaciągał niesamowite pożyczki zagraniczne, z których był także ten hotel budowany. Te pożyczki, często źle wykorzystywane, do dziś (piszę te wspomnienia w 2003 roku) wszyscy spłacamy, mimo, że minęło od tamtego czasu ponad ćwierć wieku.
         
   
Najpierw przyjechała z wielkim szumem cała brygada w poszukiwaniu ewentualnych ładunków wybuchowych, później zjawili się w cywilu agenci, którzy pilnowali kuchni, próbowali wszystkie potrawy i tam wszystkim rządzili, inni pilnowali klimatyzacji.
Cały personel, który bezpośrednio nie obsługiwał przybyłych gości miał nie ruszać się ze swoich służbowych pomieszczeń. Wtedy nadjechała
kawalkada limuzyn w obstawie milicyjnej. Gierek obejrzał kilka pokoi hotelowych, restaurację i udał się do sali bankietowej na przyjęcie.
Zapytany jak mu się Novotel podoba odparł:
-No wiecie, nic specjalnego!
To krótkie zdanie powtarzaliśmy sobie przez następne parę lat przy różnych okazjach . . .
         
Na przyjęciu, na którym nie byłem, bo byłem za mały na takie uczty, zdarzył się drobny i śmieszny incydent: jeden z kelnerów był tak zdenerwowany, że wypadła mu z ręki metalowa taca i było to jak głośne klaśniecie w dłonie. Agenci z obstawy Gierka rzucili się na kelnera, ale jak zobaczyli, że schyla się po leżącą na podłodze tacę odsunęli się i wszystko wróciło do normy.

 
 
          Po wyjechaniu "śmietanki politycznej", zakońenie budowy nowego hotelu zostało uczczone przez całą załogę i wszystkich związanych z tą budową, także w tej sali bankietowej " namaszczonej" wcześniej przez wybrańców narodu.        
             
               
                                                   
                                                           
                                                                                 
                     
         
                     
Oficjalne otwarcie Novotelu odbyło się 5 kwietnia 1975 roku.
       
 
       
Pod koniec kwietnia, lokalne przedsiębiorstwo specjalistyczne, wreszcie uporządkowało otaczający teren i 7 czerwca 1975 roku, na wizytację kompletnego już Novotelu, przyleciała - tak!, przyleciała helikopterem (!) delegacja właścicieli światowej sieci hoteli Novotel z Paryża, do której nasz hotel był przypisany.
Była to niemała wtedy sensacja w Olsztynie.
                   
                                                     
Powitałem przybyłych z Paryża gości wśród których, na zdjęciu, jest i dyrektor naszego Novotelu (pierwszy z prawej).
         
                                                                                                           
Nadchodził dzień obowiązkowych wtedy "pochodów pierwszo - majowych" . Postanowiliśmy wykorzystać ten pochód do zareklamowania powstającego hotelu i ta chęć zdopingowała całą załogę tak, że bez większych oporów wszyscy na ten pochód poszli.
 
   
Pierwszy od lewej - to ja.
   
                 
                 
                                 
Widokówka wydana z okazji uruchmienia Novotelu
                                                                       
                                       
       
         
"Reklamówka" hotelu z 1976 roku.
                         
Czysty przypadek zrządził, że na tym zdjęciu jest mój nowy Fiat 125p opisany wcześniej.
                                   
Rozpocząłem normalną pracę. Lipiec 1975 r.
       
                                                                 
Widokówka wydana w 1976 roku. Biała przyczepa campingowa stojącana parkingu to mój nowy nabytek.
    PS. 36 lat później od tych wydarzeń >>>  
                       
cd >>>
   
              Home Dzień dzisiejszy(fotografie)  Książka Gości
Poczta
Strona poprzednia
Strona następna