Postanowiłem pojechać do Berlina. Byłem przekonany, że
los naszego małżeństwa jest raczej przesądzony, gdyż inaczej w
listach Asia by mi coś konkretnego proponowała.
Eli wytłumaczyłem, że musze jakąś sprawę rodzinną załatwić w
środkowej Polsce, i że nie będzie mnie pewnie ze dwa tygodnie.
Dokonałem dokładnego przeglądu samochodu, zapakowałem
Almę i pojechałem do Łodzi.
Mama Asi przywitała mnie bez większego entuzjazmu. Zjawiła się
także kuzynka Asi, którą znałem i na drugi dzień wyruszyliśmy
razem z Almą w kierunku granicy.
                     
B E R L I N
         
  Życiorys. Strona 45.          
                     
1972 r.
         
                               
     
Dzień był ładny toteż jechało się bardzo dobrze.
Wszyscy w trójkę rozprawialiśmy o tym jak to będzie w
Berlinie.
Tak byłem zaangażowany w te rozważania, że o mało
zamiast spotkać się z Asia, zawitalibyśmy w niebiosach .

Właśnie mówiliśmy, że nie mamy nawet numeru telefonu
do Asi w Paryżu i gdybyśmy się nie spotkali.....

....rozpocząłem wyprzedzanie jakiejś wielkiej ciężarówki
przy dość dużej prędkości i nagle naprzeciw nas jak z
pod ziemi wyłonił się bardzo szybko jadący samochód
osobowy. Na dokończenie wyprzedania nie było szans
zresztą już nawet na myślenie nie było czasu !
Gdyby nie moje dwudziesto- letnie doświadczenie i jak
już nie raz o tym pisałem " palec boży", zderzenie
czołowe było nieuniknione. Dramatycznie
przyhamowałem i dosłownie w ostatniej chwili zdołałem
się schować za tą ciężarówką. Kuzynka Asi, siedząca na
tylnim siedzeniu razem z Almą dosłownie wiły się pod
przednie siedzenia.
Musiałem się zaraz potem zatrzymać, aby mogły być
stamtąd wydobyte .
Obie Panie miały oczywiście do mnie " dzikie"
pretensje, że o mało wszystkich nie pozabijałem, co
niestety było prawdą, a ja broniłem się mówiąc, że
wciągnęły mnie w rozmowę i to jest przyczyna
wszystkiego.
Kuzynka obawiała się, że być może ma złamany
obojczyk tak ją bolało, ale w miarę dalszej jazdy ból jej
stopniowo się zmniejszał.

                               
     
Na granicy, oprócz bardzo szczegółowej
kontroli, nie było żadnej sensacji.

Do Berlina dojechaliśmy pod wieczór
i zameldowaliśmy się w umówionym
(bardzo dużym) hotelu dla obcokrajowców,
bo tylko w takim mogła się oficjalnie
zameldować Asia.

                               
   
Asi nie było.
Nie było jej także przez następny dzień, który
minął nam w okropnych nerwach.

Co się mogło stać ?
====

   
                               
   

Pojechaliśmy na najbliższe przejście graniczne między
obydwoma częściami Berlina.
Co tam zobaczyłem dobiło mnie kompletnie.
Sam dojazd do punktu odprawy celnej był zrobiony
w ten sposób, że trzeba było przejechać z 50 m
manewrując między wbitymi pod różnymi kątami
wielkimi kątownikami stalowymi (popularnie mówiąc,
szynami) bardzo grubymi tak, że zmuszało to do bardzo
powolnego dojazdu, aby o nie nie zaczepić.

Wyglądało to niezwykle przygnębiająco jak jakieś cmentarzysko czy pobojowisko.
Od razu widać było, jaka myśl budowniczym tego
czegoś przyświecała: nie można było rozpędzić się
i sforsować na siłę tej granicy !

 
                               
   
Wróciliśmy do hotelu z przekonaniem, że pewnie
Asia ma jakieś problemy z przekroczeniem granicy
zwłaszcza po tym, co zobaczyliśmy.
Minęła jeszcze następna noc.

 
                               
   
Rano następnego dnia Asia zapukała do drzwi
pokoju hotelowego!

Z przejęciem zaczęła opowiadać o przyczynie
spóźnienia. Do Berlina wybrała się z jakimiś
znajomymi samochodem i po drodze silnik ducha
wyzionął . Tamci pozostali gdzieś na trasie a Ona
autostopem, kilka razy zmieniając podwożących
dobrnęła do Berlina.

 
   
Już przy powitaniu poczułem, że to nie jest ta moja Asia.
Już rozmowy toczyły się dość powściągliwie, już stosowała
zwroty,: bo u was ..... !
Poczułem, że jest to zetkniecie się dwóch różnych
światów. Jednak najgorsze było to, że tak jak w listach tak
i teraz nie było szczerego opowiadania jak to jest
naprawdę z jej pracą, jak mieszka, jak się jej żyje.

Pierwsza noc po ponad rocznym rozstaniu miała (a raczej
powinna) być sprawdzianem naszych uczuć. Pamiętam, że
Asia zachowała się tak jakby była pewna, że wystarczy
fakt, że nie ma koszuli nocnej i że łóżko jest wąskie.

Patrząc na nią w pełnym negliżu miałem okazję się
przekonać, że fizycznie jestem niby z dawną Asią, ale to
mi nie wystarczyło. Niby była ze mną i taka powabna jak
dawniej, ale już zupełnie obca!
Po kilku moich cierpkich
uwagach koszula nocna się znalazła i " mur berliński "
między nami nie runął!

 
                                     
Następnego dnia już praktycznie pogodziłem się z myślą o zerwaniu małżeństwa, chociaż tak otwarcie o tym nie
wspominałem. Zajęliśmy się sprawami bieżącymi. Należało wyprowadzić się z hotelu, bo był bardzo drogi.

 
Ale zanim to nastąpiło byłem świadkiem niezwykle poruszającego mnie zdarzenia.
Stojąc przy oknie w pokoju hotelowym (było to chyba jakieś 8 czy 9 piętro) zauważyłem jak na pustą jezdnię wbiega
jakiś człowiek i kładzie się na środku jezdni! Jeszcze nie nadjeżdżają żadne samochody, które po zapaleniu się
zielonego światła na najbliższym skrzyżowaniu jadą jakby ktoś dał sygnał do startu w wyścigach. Z przerażeniem
o tym momencie pomyślałem jak ta "sfora" nadjedzie! Jeszcze nie jadą! Teraz widzę, że ktoś inny podbiega do
leżącego, próbuje go podnieść, nie daje rady. Podbiegają jeszcze dwie inne osoby i widocznie one widzą, że
samochody ruszyły w ich kierunku, bo zaczynają machać rękami. Stoję przy szybie jak zahipnotyzowany, wiem, co się
zaraz może wydarzyć! Widzę pierwsze samochody, które jadą " ławą" ! Hamują! Robi się zamieszanie! Jeszcze parę
osób podbiega i wspólnie podnoszą nieszczęśnika i szarpiącego się przenoszą na chodnik! Odetchnąłem. Teraz
poczułem, że brakuje mi powietrza!
Później, w recepcji, ktoś łamaną polszczyzną nam wyjaśnia, że to nie pierwszy raz,
że to są samobójcze protesty, i że niby nikt nie wie dlaczego ?!

Tu to się zdarzyło.
                                               
                                                                       
                       
                                                                       
               
Brama do wolności !
             
           
Po załatwieniu na peryferiach Berlina jakiegoś taniego lokum pojechaliśmy popatrzeć na słynną Bramę
Brandenburską. Właściwie zdjęcia, które wykonałem mówią same za siebie. Miałem takie odczucie
tego miejsca jak widać na załączonej fotografii, a Asia, także widać! To była właśnie cała różnica
między nami!
Uświadomiłem sobie, że ta brama symbolizuje podział na dwa światy i to zarówno w wielkim wymiarze,
jak i co gorsze, także w moim, prywatnym, malutkim, małżeńskim świecie.
         
                                                                       
           
         
                                                                       
           
Oto Brama do wolności ! Brama Brandenburska. Wyglądała
raczej jak zakratowane okno w "obozie socjalistycznym" !
         
                                                                       
           
         
                                                                       
                                       
                 
                                                 
                                                                       
                     
Pojechaliśmy także windą do kawiarni znajdującej się
na szczycie wieży telewizyjnej. Widok był wspaniały.
Zachodnia część Berlina tętniła życiem, mrugała
neonami.
                   
                                                                       
                           
Nic mnie już jednak nie bawiło.

Jechać do domu czas, pomyślałem!

                                   
                                                                       
                     
                     
                                                                       
                     
Jedyną rzeczą, która mnie nie zawiodła, tym razem,
to mój Ford Taunus 17 M
                     
                                                                       

 
                                                               
                                                                       
                             
Oto ostatnie zdjęcie Asi, jakie
wykonałem, właśnie w Berlinie.
                               
                                                                       
                   
cd >>>
               
                                                                       
     
       
      Home Dzień dzisiejszy(fotografie)  Książka Gości
Poczta
Strona poprzednia
Strona następna