Obrazek
A było tak:
Pewnego dnia Asia oświadczyła, że idzie do znajomych odwiedzić ich. Gdy minęło kilka godzin i nie wracała 
zadzwoniłem do nich, ale oni odrzekli, że dawno od nich wyszła. Jeszcze czekałem, ale gdy dobiegała północ 
postanowiłem działać. Podzieliłem się obawą o jej los z moim ojcem. Rozważaliśmy co należy w tej sytuacji zrobić. 
Jakoś dziwnie nie przyszło nam do głowy aby coś jej się złego stało. Uprzytomniłem sobie, że jest właśnie sobota
 i w kilku restauracjach są o tej porze dancingi. Nie wiem co nas obu naprowadziło na tą samą myśl: pojechać do 
najdroższej restauracji ! Byliśmy obaj strasznie podenerwowani i wkroczyliśmy na salę balową jak przedstawiciele 
urzędu bezpieczeństwa mimo energicznej interwencji  bramkarzy  !

 
 Na samym środku parkietu ku naszemu osłupieniu widzimy jak Asia  przyklejona  do jakiegoś faceta 
wygina się, można by bez przesady rzec, 
w erotycznym tańcu !

 Starałem się panować nad sobą, ale mimo tego dosłownie wpadłem na ten parkiet i bez słowa wyszarpnąłem Asię 
z objęć faceta. Zrobiło się zamieszanie. Ktoś skoczył do mnie i zaczął  mnie odciągać od Asi!
 Wtedy wydusiłem z siebie: To jest moja ŻONA ! A Ona na to: TAK, zaraz Ci wszystko wyjaśnię!
   Bezzwłocznie wyprowadziłem ją z sali.
 Wtedy właśnie Asia zwaliła wszystko na Taunusa ! Bo przecież potrzebne mi są części do jego naprawy 
i właśnie miała to już ( ! ) załatwione !!!!!! Ledwo panowałem nad sobą !
 Ale Asia taka była, że wszystko jej trzeba było odpuścić ! Gniew mój 
trwał zaledwie dwa lub trzy dni. Pozostała jednak pewna skaza, która 
miała później zaowocować.......
Obrazek
Tymczasem udało się doprowadzić 
ponownie Forda do używalności 
metodą przeróbek .


 Wszystko wróciło do normy i znowu 
każdą wolną chwilę przeznaczaliśmy 
na wycieczki, oraz uczestniczenie w 
wystawach psów rasowych, gdzie 

Asia była na  wybiegu  (z Almą !)
 i oczywiście zdobywała (Alma !)
 złote medale ! 
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Taunus zapisał mi się w pamięci także nawet
 wtedy, gdy tak naprawdę nic temu nie był  
"winny ". Nadchodziły Święta Bożego 
Narodzenia. Asia już tydzień wcześniej 
pojechała do Łodzi, do swojej Mamy (?) (już 
nie byłem tego tak na 100% pewny!) i dwa 
dni przed wigilią zadzwoniła, że nie wraca i 
że jestem zaproszony do Łodzi. A tu zrobiła 
się zima na całego ! Śnieg i silny mróz. Ale ja
 miałem wtedy 38 lat. Niczego się nie 
obawiałem.
 Nie przewidywałem jednak tego, że paliwo 
może być z wodą  lub jej resztki były w 
zbiorniku paliwa!
Postanowiłem jechać przez Warszawę bo to były  drogi 
"pierwszej kolejności odśnieżania"  jak to się wtedy 
nazywało. Zabrałem ze sobą oczywiście naszą Almę
 i wyjechałem prawie rano przewidując, że mogą być 
problemy bo śnieg sypał nieźle.
Do Warszawy pozostało niecałe 60 -  70 km kiedy to
 silnik zaczął przerywać. Stwierdziłem, że paliwo dopływa
 z przerwami. Dotankowałem na najbliższej stacji 
benzynowej i jakiś czas dało się jechać, ale po kilkunastu 
kilometrach znowu trzeba było stanąć, pompką do 
pompowania opon wtłaczać powietrze do zbiornika przez 
przewody paliwowe, montować je z powrotem i tak, co 
kawałek. Tak jakoś dojechałem do Warszawy. Tam 
znalazłem jakiś czynny jeszcze warsztat samochodowy 
gdzie podgrzano mi wszystkie przewody paliwowe i 
zbiornik paliwa i wszystko wróciło do normy.
 Do Łodzi było nie całe 140 km i była godz. 16
 w wigilię Bożego Narodzenia.
 Sądziłem, że dojadę na wieczerzę za dwie godziny.
 Tak jednak się nie stało!
 Po przejechaniu ok. 50 km znowu silnik zaczął 
przerywać!
 Teraz to już nie mogłem liczyć na nikogo! 
Ruchu na szosie prawie nie było. Śnieg walił dalej. Teraz 
nawet Alma była bardzo niespokojna. Co tu robić ?? 
Miałem w bagażniku mały plastikowy dwu litrowy pojemnik 
z wodą do mycia rąk (zawsze taki woziłem) i mnóstwo 
różnych innych rupieci nauczony poprzednimi 
doświadczeniami i między innymi rurkę plastikową.
 To mi wystarczyło aby zrealizować bardzo ryzykowny 
pomysł ! 
Przez wlew paliwa włożyłem do zbiornika jeden koniec 
rurki a drugi do ust i wciągnąłem powietrze. W efekcie 
tego napiłem się trochę benzyny, ale  także mogłem w 
ten sposób stworzyć tak zwany lewar. Napełniony
 do 2/3 zbiorniczek plastikowy powiesiłem pod maską w 
komorze silnikowej. Do tego zbiorniczka włożyłem 
odłączoną od zbiornika paliwa rurkę tak aby silnik mógł 
ciągnąć paliwo z tej butelki. Silnik  zagrał  ! 
 Teraz pozostało polecić się  opiece boskiej  aby paliwo 
się nie wylało na gorący silnik i powoli jechać aż do 
wyczerpania tych niecałych dwu litrów paliwa.
Co najmniej pięć razy powtarzałem tą operację i tak 
szczęśliwie dojechałem późnym wieczorem do domu 
Teściowej.
Obrazek
Ciąg dalszy na stronie następnej    >>>   
HOME
Strona poprzednia
Życiorys.    Strona 41.
PRZYPADEK ?
Dzień dzisiejszy(fotografie)
Księga gości
Poczta
Zobacz jedno ze zdjęć...
Powitanie  było okropne :" gdzie ty do tej pory byłeś ? To nie 
mogłeś wyjechać wcześniej ? My tu już kończymy kolację ! ! 
Biedna Alma nic nie jadła!"
Strona następna